RUDOLF
II I PRAGA MAGICZNA
"Jeśli szukam innego wyrazu by
powiedzieć tajemnica znajduje tylko słowo - Praga. Jej piękno
jest zmącone i melancholijne jak piękno komety, jak wrażenie
ognia pokrętne i skryte, jak zniekształcenie manierystów
otoczone aureolą żałoby i ruiny z grymasem wiecznego
rozczarowania"
Praga - miasto magiczne, owiane mgiełką
tajemnicy z pewnym rysem demonizmu, a jednocześnie melancholijne
i ponure. Ten charakterystyczny klimat miasta, który wyczuwa
się stojąc na Moście Karola o świcie, przyciągnął szereg
artystów: pisarzy i malarzy. Jednakże postacią, która na
zawsze wycisnęła piętno na stolicy nadwełtawskiej był Rudolf
II - cesarz z dynastii Habsburgów, "władca połowy
świata". Rudolf podobnie jak miasto, z którym związał
swoje życie, zakochany był we wszelkiego rodzaju dziwactwach
otaczającego go świata.
![]() |
Rudolf II urodził się 18 lipca 1552 roku. Był synem Maksymiliana i jego kuzynki Marii, córki Karola V, brata Ferdynanda (czyli dziadka Rudolfa). W ten sposób był podwójnym wnukiem Joanny Szalonej. W wieku 11 lat wysłano go do Madrytu. Pobyt na dworze hiszpańskim, pełnym podejrzliwości, intryg i iluzji nieograniczonego majestatu wywarł na chłopcu duży wpływ. Może wówczas narodziła się w nim mania wielkości i obsesja prześladowcza, która towarzyszyła mu do końca życia. 9 października 1576 roku Rudolf II został cesarzem. Sześć lat później przeniósł stolicę państwa do Pragi. Nie był dobrym władcą, sprawy państwowe nigdy go zbytnio nie interesowały. Czas spędzał czytając poezję lub wśród swojej kolekcji dzieł i osobliwości. |
Otaczał się alchemikami, malarzami,
wróżbitami. Sam malował, tkał, oddawał się snycerstwu i
zegarmistrzostwu. Jego wielkimi pasjami były: alchemia, magia.
Unikał ludzi. Wzrok miał zgaszony nawrotami melancholii, bladą
twarz i obwisłe usta, według Maxa Broda "Bóg wołający o
pomoc". Mszy słuchał w ukrytej kaplicy, oddzielonej
kratami. Przechadzał się wyłącznie korytarzami, których
okna, poza małymi szczelinami, zamurowano. Na szyi nosił
srebrne puzderko z eliksirem życia, owinięte w czarny aksamit.
Poza tym był bardzo porywczy, wręcz niezrównoważony
psychicznie. Swych współpracowników ze szczytów łaski
posyłał na dno nieszczęścia. Był mściwy i zazdrosny o
władzę. Zasztyletował swojego szambelana Wolfganga Rumpla,
którego podejrzewał o nieżyczliwość. W ogrodzie przy zamku
hodował swojego ulubionego lwa. Tycho Brahe powiedział kiedyś
Rudolfowi: "Twój los związany jest z losem
zwierzęcia". Cesarz umarł w styczniu 1612 roku w kilka dni
po śmierci drapieżnika.
Jednak alchemia była bezsprzecznie pierwszą damą w sercu
władcy. Może uważał, iż znajdzie w niej sposób na
przedłużenie życia, odegnanie śmierci, że da mu ona siłę
nieograniczoną. Kolby destylacyjne, retorty, istoty obupłciowe,
zakłócenia, zaślubiny, łączenie pierwiastków, schodzenie do
przedsionków piekła, spółkowanie króla siarki i królowej
rtęci, z którego ma się zrodzić złoto filozoficzne, szklane
kule, wydrążone drzewa, przedłużanie życia i zbieranie
osobliwości - to zapełniało wyobraźnię władcy, odciągało
go od spraw państwowych i uszczuplało budżet państwa.
Otaczał się alchemikami, których chciał mieć zawsze pod
ręką, pod kontrolą. Przeznaczył dla nich Złotą Uliczkę,
tuż u podnóża zamku na Hradczanach.
Wyobraźmy sobie adeptów kunsztu tajemnego w tych zamkniętych
domkach, jak w zalutowanych kolbach, uwędzonych w dymie,
ogorzałych od ognia, umazanych smołą, słaniających się z
niewyspania, pochłoniętych wykonywaniem niezliczonych
destylacji, powtarzaniem tygodniami i miesiącami tego samego
procesu z cierpliwością, która doskonale współbrzmi z
nieskończoną, wyniosłą cierpliwością Pragi. Rudolf wielbił
swych alchemików, ale kiedy go zawiedli odtrącał i zamykał w
ciemnicy.
Oprócz alchemii wielką pasją Rudolfa było kolekcjonerstwo.
Zbierał wszelkiego rodzaju rzeczy cenne, osobliwe. Gromadził
skarby i skrywał je przed wzrokiem ciekawych. Te skłonności
kolekcjonerskie nie były jednak kolejnym dziwactwem Rudolfa II,
lecz ogólną tendencją epoki - manieryzmu. Chęć posiadania
wzbudzały towary z morskich wypraw do Indii: strusie jaja, kły
słonia, egzotyczne owoce morza i ziemi. Powodzeniem cieszyły
się miniaturowe przedmioty rzeźbione z łupiny orzecha, pestki
wiśni, muszli. Te liczne gabinety, które powstawały w
ówczesnej Europie, były kolejnym krokiem do poznania natury,
całej jej rozpiętości i różnorodności, poprzez jej
odchylenia i wyjątki. Po śmierci Rudolfa jego wspaniała
kolekcja uległa rozproszeniu i zniszczeniu. Część jego
zbiorów została rozgrabiona przez dworzan, część porzucona
po przeniesieniu stolicy do Wiednia, uszczuplona przez wojny, a
resztę wyrzucono do Jeleniego Parowu, gdzie skończyła jako
wysoki stos odpadków.
Oprócz osobliwości, w kolekcji Rudolfa znalazły się też
dzieła malarstwa i rzeźby. Cesarz gościł na swoim dworze
wielu artystów spod znaku manieryzmu między innymi
Bartholomeusa, Sprangera, Johana Hofmana i wielu innych, ale
najbardziej znaczącym z nich i doskonale wpisującym się w
klimat ówczesnej Pragi był Arcimboldo.
Świat Rudolfa lubował się w kaprysach manieryzmu, hybrydach,
dziwactwach, złowrogich doświadczeniach, w stylu złożonym, w
człowiekopodobnych automatach z gliny - alchemia się w nim
przyjęła, jak również chorobliwy smutek, saturniańska
melancholia władcy.
Ta manierystyczna wizja świata wpasowała się doskonale w
klimat Pragi, "miasta magicznego". Karaśka pisze:
"Kocham tę cudowną Pragę,
wyjątkową i czarującą, jak jej melancholijny król. To
posępne miasto, wierz mi, rozpala płomień szaleństwa w
mózgach tych, co się tu zadomowili. Duszą miasta jest Złota
Uliczka, gdzie Rudolf II umieścił kuźnię swoich alchemików.
Zagęściło się tutaj tyle siły i tyle magnetyzmu, tyle
tajemnych mocy, że spełnia się wszystko, co się nie udało
gdzie indziej".
Tym domkom zawdzięcza Praga swą tajemniczą, demoniczną,
szaloną atmosferę, która przyciągnęła Rudolfa II i
Arcimbolda.